O WYDAWANIU KSIĄŻKI Z WYDAWNICTWEM

We wrześniu tego roku miną 3 lata od wydania mojej książki. Pomyślałam, że to dobry pomysł, by zebrać swoje dotychczasowe doświadczenia związane z pracą z wydawnictwem i podzielić się nimi z Wami. Mam nadzieję, że posłużą Wam w Waszych działaniach i pozwolą rozstrzygnąć dylemat czy lepiej wydać książkę z wydawnictwem, czy raczej zrobić to na własną rękę.

KONTAKT Z WYDAWNICTWEM. OD CZEGO ZACZĄĆ?

W tym podrozdziale postaram się odpowiedzieć na pytanie czy lepiej odzywać się do wydawnictw, kiedy mamy już napisaną całą książkę i dysponujemy zwartym, zamkniętym tekstem, czy też wtedy, gdy w głowie dopiero kiełkuje nam jakiś pomysł i mamy w zeszycie zalążek powieści (lub innej publikacji).

W przypadku (prawie) gotowej książki wypadałoby wysłać do wydawnictwa streszczenie (żeby redaktor, który będzie czytał Wasze tekst mógł się w ogóle zorientować, jaka jest tematyka) oraz dłuższy kawałek zwartego tekstu, np. jeden rozdział (żeby zaprezentować swój styl). Jeśli chodzi o streszczenie, kierowałabym się znaną maksymą Einsteina, że jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś prostymi słowami, to tak naprawdę tego nie rozumiesz. Ma być krótko i na temat.

Jeśli jednak uznacie, że macie dobry pomysł, niezły warsztat, ale potrzebujecie kogoś, kto was pokieruje, odezwanie się do wydawnictwa na etapie wymyślania książki też jest dobrym momentem. Wtedy przyda się na pewno konspekt (czyli opis, o czym książka ma w ogóle być), wstępny spis treści z podziałem na rozdziały (nikt nie będzie od Was wymagał konkretnych tytułów rozdziałów, ale jeśli w kilku słowach opiszecie, co w którym z nich się znajdzie, będzie miło) + minimum 10 stron DOBRZE NAPISANEGO TEKSTU, czyli takiego, w którym nie pozwolicie sobie na błędy, a swoim stylem zaintrygujecie redaktora. Ja wybrałam tę drugą opcję. Miałam pomysł na książkę, ale nie do końca wiedziałam, jak ją ugryźć. Dwa spotkania z redaktorami wydawnictwa pomogły mi ułożyć wszystko w głowie, natomiast przed podpisaniem umowy i ostateczną decyzją czy będziemy razem pracować, dostarczyłam konspekt, spis treści oraz dwa felietony.

WAŻNE. Każde wydawnictwo ma swoje zasady przyjmowania tekstów. Przed wysyłką – warto dowiedzieć się, czego konkretnie będą od Was oczekiwać, by nie okazało się potem, że Wasza praca poszła na marne. Do załączników proponowałabym dodać własny biogram z krótkim przedstawieniem, kim jesteście.

Z kwestii technicznych: forma tekstu, który przesyłacie musi mieć ręce i nogi! Font 12 taki sam w całym tekście, interlinia 1,5 + bezwzględne przestrzeganie zasad interpunkcji i ortografii!

Pocztą czy e-mailem? Stawiałabym na drogę elektroniczną, szanujmy drzewa. Wiadomość na ogólnego e-maila wydawnictwa czy do konkretnego redaktora? Pokusiłabym się o znalezienie bezpośredniego kontaktu. Redaktorzy to też ludzie, oni też mają konta na Instagramie, profile na FB – myślę, że odezwanie się do wcześniej wybranej osoby może dać lepszy efekt. Lepszy, czyli taki, że ktoś w ogóle przeczyta, to, co napisaliście.

WYDAWNICTWO

W Polsce działa około kilkuset wydawnictw, z czego tylko kilkanaście-kilkadziesiąt to duzi, liczący się na rynku gracze (ZNAK, Agora, Prószyński Media, Grupa Helion, Sonia Draga, Rebis, Wydawnictwo Literackie, WAB, Czarna Owca, Wydawnictwo Czarne).

W moim odczuciu, swój tekst najlepiej wysłać do takiego wydawnictwa, z którego będziecie potem dumni; które wydaje książki dobrych, poczytnych pisarzy i cieszy się powszechną renomą. Pamiętajcie, że większe wydawnictwo = więcej pieniędzy na promocję Waszej książki oraz więcej sprzedażowych możliwości. Nie sądzę, by jakieś maleńkie wydawnictwo mogło sobie pozwolić na wykupienie miejsca na stole w Empiku albo na rozwieszenie billboardów w często odwiedzanych miejscach w dużym mieście.

UMOWA

Przed podjęciem jakichkolwiek działań, wydawca będzie chciał podpisać z Wami umowę. Oto kilka punktów, na które warto zwrócić uwagę:

  • przedmiot umowy – dokładnie określamy czy jest to tekst literacki czy publicystyczny, wstępny tytuł, charakter tekstu oraz objętość wyrażoną w arkuszach wydawniczych (jeden arkusz wydawniczy to 40 000 znaków ze spacjami). Ja miałam 8 takich arkuszy.
  • deadline – ustalamy taki, który wg nas będzie realny. Wydawca zaproponuje swój, ponieważ ma zaplanowany kalendarz wydawniczy na cały rok i chce wydać Waszą książkę w konkretnym terminie, ale wszystko jest do dogadania. W przypadku niedotrzymania terminów, wydawca może zażądać kary w wysokości np. 5% zaliczki lub rozwiązać z Wami umowę.
  • na miesiąc przed oddaniem tekstu, autor powinien poinformować redaktora, na jakim stopniu zaawansowania są jego prace. Z mojego doświadczenia wynika, że kontakt z redaktorem prowadzącym ma się raczej na bieżąco, co jakiś czas wymieniając się e-mailami, lub telefonami dotyczącymi postępu prac.
  • po otrzymaniu całej książki wydawca ma 8 tygodni żeby określić się, czy przyjmuje Waszą książkę, czy przyjmuje ją pod warunkiem naniesienia istotnych zmian np. w fabule.
  • licencja – to podpunkt, na który warto zwrócić szczególną uwagę. Oznacza bowiem okres czasu, na jaki udzielamy wydawnictwu pozwolenia na korzystanie z naszego dzieła. Po wygaśnięciu licencji wszelkie prawa autorskie wracają z powrotem do Was i możecie zrobić z Waszą książką co Wam się tylko podoba.
  • wydawca decyduje o dacie wydania dzieła, cenie książki, jej nakładzie (średni nakład książek w Polsce to 3-5 tys. egzemplarzy). Ciekawostka: mój pierwszy nakład wynosił 10 000 egzemplarzy, więc jak na debiutantkę, był to bardzo dobry wynik.
  • autor gwarantuje wydawnictwu pierwszeństwo przed innymi podmiotami przy wydawaniu kolejnej książki – to zapis, który powtarza się w wielu wydawniczych umowach. Jeśli uważacie, że może być dla Was niekorzystny, warto wywalczyć usunięcie go.

WYNAGRODZENIE

Pierwsza sprawa: zaliczka. Przed podpisaniem umowy, ustalacie z wydawcą zaliczkę, którą otrzymacie na poczet pisania książki. Najczęściej 25% otrzymuje się przy zawarciu kontraktu, resztę po oddaniu całego dzieła i przyjęciu go przez wydawcę.  Kwota, którą wynegocjujcie jest Waszym pewnym wynagrodzeniem bez względu na to, jak książka się sprzeda. Jeśli będzie bardzo słaba sprzedaż – nie ponosicie z tego tytułu żadnych kosztów, nie musicie nic zwracać, wydawca bierze całe ryzyko na siebie. Ale w drugą stronę również – jeśli książka okaże się wielkim, sprzedażowym hitem, nie możecie nagle zażądać podniesienia stawki. Z tego, na ile zdołałam się zorientować zaliczka wynosi od kilku do kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy złotych. Znani i poczytni pisarze mogę sobie pozwolić na 6-cyfrowe sumy (warto pamiętać, że zanim zaczniecie zarabiać na książce, musicie odpracować zaliczkę. Dopiero w momencie, kiedy wydawcy zwróci się kwota, którą Wam zapłacił, zaczyna się naliczanie procentowej sprzedaży. Czyli bardzo uproszczając: jeśli dostaliście 5 000 zł zaliczki, musicie sprzedać ok. 5 tysięcy egzemplarzy, żeby myśleć o dalszym zarobku).

W polskich wydawnictwach, wynagrodzenie dla autora to: od 7%-10% ceny zbytu książki (nie ceny okładkowej) – czyli ceny, po jakiej wydawca sprzedaje książkę księgarniom (zakłada się, że cena zbytu, to ok. 55% ceny okładkowej). W umowach często występuje także zapis, że powyżej sprzedania określonej liczby egzemplarzy, autor zarabia np. o 1-2% więcej na każdej sprzedanej książce. W realiach oznacza to, że jeśli Wasza książka kosztuje 39 zł, dostaniecie ok. 1,50 zł z każdego egzemplarza. A jeśli rozliczacie się na podstawie FV, zapłacicie od tego oczywiście jeszcze podatek dochodowy. Lepiej sprawa ma się ze sprzedażą książki w postaci ebooka (autor otrzymuje średnio 20% od ceny książki).

UMOWA JEST, DEADLINE JEST. CO DALEJ?

W przypadku, jeśli odezwaliście się do wydawnictwa z gotowym materiałem, książka trafia do redakcji, potem do korekty. Tu sprawa jest dość prosta. Co – jeśli dopiero zabieracie się do pisania? Jak się w ogóle do tego zmotywować?

Mam tylko jedną radę: potraktować pisanie jako normalną pracę, i broń boże nie czekać na wenę oraz pisać CODZIENNIE o porze dnia, w której czujecie się najbardziej efektywni. (U mnie była to 6. rano, pisałam do 10. potem wychodziłam z psem, jadłam śniadanie i siadałam do normalnej pracy, wieczorem z powrotem siadałam do tekstu, który napisałam rano). Z perspektywy czasu za najlepsze uważam teksty, które pisałam, zmuszając się. Te, które wydawały mi się wynikiem cudownego olśnienia, okazywały się ostatecznie takie sobie. Każdy z nas najlepiej wie, kiedy dobrze mu się pisze (rano czy wieczorem), w jakich okolicznościach – w domu czy w kawiarni i tego należy się bezwzględnie trzymać. W czym pisać? Czy w notesie, na komputerze, w specjalnej aplikacji? Tu również odpowiedź znacie tylko Wy. Ja często piszę ręcznie w notesach, a potem przepisuję do Worda.

Najważniejsza jest wg mnie regularność, która nie pozwala się człowiekowi wybić z pewnego transu. Wystarczy odpuścić na kilka dni (robię to notorycznie na blogu :), a powrót stanie się wyjątkowo trudny (to tak jak z chodzeniem na siłownię). Jeśli przeraża Was objętość Waszego przyszłego dzieła, pamiętajcie, że 2 strony dziennie = 60 stron w miesiącu, a to daje 360 stron w skali 6 miesięcy, czyli połowy roku. Napisanie powieści wydaje się już odrobinę łatwiejsze, prawda?

REDAKCJA I KOREKTA

Po oddaniu książki, pracę nad tekstem przejmuje redaktor, sprawdza ją pod kątem merytorycznym, gramatycznym, leksykalnym, składniowym i logicznym.

I to wg mnie najtrudniejsza część pisania książki, ponieważ wraca do was tekst z milionem uwag – musicie przemyśleć dane fragmenty jeszcze raz i przerobić je – wbrew pozorom często zajmuje to więcej czasu niż napisanie jakiejś części tekstu zupełnie od nowa. Z jednej strony redakcja sprawiła mi sporo niewdzięcznej pracy – trzeba mieć na uwadze wskazówki redaktora, ale z drugiej strony dbać o to, by ostatecznie nasz charakterystyczny styl pisania gdzieś nie umknął. Z drugiej, bardzo sobie ceniłam ten etap – moja redaktorka wychwyciła naprawdę wiele rzeczy, które zdecydowanie nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Po przeróbkach redaktorskich książka idzie do podwójnej korekty: korektor sprawdza błędy interpunkcyjne, ortograficzne, literówki. Po pierwszej korekcie, tekst wraca do Was – czytacie go, akceptujecie poprawki lub nie, odsyłacie poprawiony materiał z powrotem i potem czeka Was druga runda tego samego. Zupełnie nie dziwię się, że pomimo iż książkę czyta kilka osób, w druku wciąż zdarzają się błędy – ja po redakcji i korekcie byłam już tak zmęczona czytaniem tego, co napisałam, że po premierze, nie przeczytałam swojej książki w całości ani razu.

PROMOCJA KSIĄŻKI, SPOTKANIA AUTORSKIE

Wszystko ustalane jest z wydawcą i o ile macie możliwość decydowania, nie zawsze ostatnie zdanie należy do Was. Przykład: chciałam, żeby moja książka promowana była jako zbiór felietonów, wydawca uznał jednak, że lepiej będzie się sprzedawać pod szyldem „poradnik”. Jeśli chodzi o samą promocję książki – ludzie z wydawnictwa mają świetne kontakty w mediach – popchną Waszą książkę do dobrych pism, wartościowych serwisów internetowych, załatwią wywiad w TV. Ja co prawda z większości opcji nie skorzystałam, bo w momencie promowania książki byłam w 5 msc ciąży i z samopoczuciem bywało różnie, ale wydaje mi się, że pomimo ostatnio modnego hejtu na wydawnictwa, trudno – decydując się na selfpublishing – zadbać o podobną reklamę. No, chyba, że jesteście Michałem Szafrańskim, to wtedy nic nie jest trudne.

Co do spotkań autorskich – również wszystko zależy od tego, jak sobie to ustalicie z wydawnictwem. Ja ostatecznie promowałam swoją książkę w 4 miastach Polski, ale do dziś dostaję zapytania z mniejszych miejscowości o możliwość spotkania w jakimś klubie czytelniczym czy bibliotece.

Poniżej kilka wybranych pytań, które zadaliście mi na IG:

Q&A

Czy z perspektywy czasu zmieniłabym decyzję o wydaniu książki drogą tradycyjną i żałuję, że nie wydałam jej sama?

Nie, nie zmieniłabym decyzji. Przy debiutanckiej książce (hah, to brzmi, jak gdybym co najmniej trzy miała jeszcze w planach) zależało mi na prestiżu wydawnictwa, nie na kwestiach zarobkowych. I o ile przy kolejnych, potencjalnych publikacjach będę się już zastanawiać nad self publishingiem, cieszę się, że przy tym pierwszym razie mogłam pracować z doświadczonymi ludźmi, No i widok własnej książki w pierwszej 10. bestsellerów na półkach w Empiku – takich rzeczy nie zobaczycie przy wydawaniu książki samodzielnie.

Czy wydawnictwo zatrudnia własnych grafików i fotografów, czy trzeba samemu odnaleźć ludzi, którzy by się tym zajęli?

Możesz zostawić tę kwestię wydawnictwu – mają od tego ludzi, możesz też rzucić swoje pomysły. Mnie zależało na współpracy z kimś ciekawym w kontekście projektu okładki i wydawnictwo w moim imieniu odezwało się do Magdaleny Pankiewicz, której prace od zawsze mi się podobało. (Udało się!).

Czy w przypadku osób niepełnoletnich mogą pojawić się jakieś trudności w związku z wydaniem książki? 

Na moje oko – nie, ale na pewno będziesz potrzebowała zgody rodziców i pewnie ich udziału przy podpisywaniu umowy, rozliczaniu się.

Chętnie dowiedziałbym się więcej o pracy z agentem literackim jeśli takiego miałaś.

Nie, nie miałam agenta (to chyba jeszcze nie ten poziom kariery) :)